Życie w korpolandii – part two

W ciągu pierwszych trzech miesięcy korpoludek stara się zapamiętać trasę spod recepcji na parterze do swojego biurka. Dlaczego? Wyobraź sobie 4-ro piętrowy budynek, który na każdym piętrze wygląda tak samo (układ biurek, szafek, kolorystyka). Tylko dzięki windzie, w której wyświetla się piętro na którym aktualnie się znajdujesz wiesz, że trafiłeś na właściwe piętro, potem czujesz się jak Alicja w krainie czarów – wszystko wygląda tak samo, a Ty musisz wybrać. Dlatego “nowy” szczerze zazdrości kolegom, którzy tak sprawnie poruszają się po piętrach – tak, to robi wrażenie. Kiedy już opanuje się trasy: parter – biurko, biurko – toaleta, biurko – kuchnia można mówić o sukcesie i do zapamiętania został korporacyjny numer pracownika.

Nowe miejsce pracy to open space (otwarta przestrzeń) czyli jeśli ktoś na końcu sali kichnie to wszyscy mówią mu “na zdrowie” (to oczywiście przykład). Owszem masz swoje biurko, całkiem spore ale obok Ciebie siedzą jeszcze koledzy, czasami masz też ich za plecami … marzeniem jest wtedy mieć fajną “ekipę” z którą się dogadujesz. Oczywiście ze wszystkimi jesteś na TY i nie ważne czy to z 60-letnim managerem, czy 23-letnim kolegą.

Wróćmy jednak do tego jak pierwsze 3 miesiące są ważne w życiu “nowego”. Siedzi taki i poznaje procedury, procesy i … szkoli się, ciągle się szkoli – jest system szkoleń dla nowego – tak tak, nie wywinie się on gdyż ponieważ przychodzą przypomnienia i przypominajki, że kolejne bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze szkolenie czeka.

W korpo wszystko toczy się według ściśle określonego schematu. Spotkania z managerami odbywają się zawsze o tej samej porze, spotkanie managerów – codziennie – ta sama godzina. Spotkania adminów takiego systemu – np. co środę o 13:00 itd, itp.

W zasadzie gdyby sobie tak poobserwować to po trzech miesiącach można przychodzić bez zegarka, a i tak się zorientujesz która godzina.

Oczywiście (przynajmniej dla korpoluda) nie wolno korzystać ze stron innych niż firmowe. Jeśli sądziłeś, że zalogujesz się na FB, poczytasz bloga szary.pe lub wyślesz maila do babci to owszem – z własnego telefonu, no bo przecież, że nie z firmowego laptopa.

Przejdźmy teraz do maili – okazuje się, że można dostać maila, którego się nie rozumie pomimo znajomości języków zapisanych w CV takich jak: angielski, francuski, staro-cerkiewno-słowiański, łacina. Korpolandnia to raj skrótów. Im szybciej się ich nauczysz, tym lepiej.

np.

FYI – for your information

YW – you welcome

EOB – end of bussines day

EOT – end of topic

ASAP – as soon as possible

AFAIK – as far as I know

AFAIR – as far as I remember

to samo tyczy się nazw stanowisk:

np:

FLM – first line manager

SLM – second line manager

DA – delivery analyst

CTL – customer technical lider

itp. itd.

Tak – angielski jest językiem obowiązującym. Oczywiście istnieją inne języki (o czym też już wspomniałam) ale wszyscy komunikujemy się po ENG.

To be continued …

Życie w korpolandii
Życie w korpolandii part three

4 Comments

Leave a Comment