Znasz skład swoich kosmetyków?

Czytacie jaki skład mają Wasze kosmetyki? Nooo ja też nie, bardziej skupiam się na ich trwałości, o której już pisałam wcześniej. Wiem tylko, że niektóre moje kosmetyki są naturalne, niektóre nie zawierają parabenów. Porażająca wiedza, prawda?

Kiedy tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży zupełnie naturalne było dla mnie odstawienie kosmetyków antycellulitowych. Zawierają one wiele aktywnych składników i oczywistym było dla mnie, że wcierając je w skórę będę je aplikować dziecku. Zakupiłam testowany dermatologicznie krem dla kobiet w ciąży i Bio Oil. Jak coś jest testowane dermatologicznie, to nie może zawierać nic szkodliwego …. no i tutaj się pomyliłam.

Większość kosmetyków dostępnych na rynku zawiera pochodne ropy (mmmm przyjemnie, cooo? też sobie wyobraziliście tę cudną, gęstą maź? miodzio!). Są one  oczywiście przetwarzane itp. ale to jednak nadal chemia. Niestety okazuje się, że bez niej nasze kosmetyki nie byłyby już takie trwałe, ich termin mógłby wynosić: tydzień, a miejscem ich przechowywania byłaby lodówka.

Ktoś powie: “no przecież teraz wszędzie są ulepszacze, utrwalacze, spulchniacze i inne …acze. To o co tyle krzyku?”

Ano to prawda, chemia otacza nas z każdej strony i jest w jedzonku, kosmetykach, ba! a nawet w produktach codziennego użytku. Z drugiej jednak strony skoro wiem o tym, to mam wybór. Mogę stosować kosmetyki z parabenami i innymi ulepszaczami a mogę wybrać te, które nie będą miały wpływu na moją gospodarkę hormonalną.

Co to są  parabeny ?- które skutecznie przedłużają życie kosmetyków  –   są to estry kwasu parahydroksybenzoesowego.   Coraz więcej badań nad parabenami dowodzi ich szkdliwego wpływu dla organizmu. A, że one (te parabeny) tak świetnie blokują powstawanie pleśni i drobnoustrojów w kosmetychach to nikt nie myśli o ich wycofaniu z rynku.

Na ile możemy, unikajmy tych składników:

•Methylparaben

•Ethylparaben

•Isopropylparaben

•Propylparaben

•Butylparaben

 Dlaczego tak mnie to ruszyło? To już nawet nie chodzi o mnie. Stara jestem 😉 i jak powiada moja mama – po tej ilości kremów i balsamów, które w siebie wtarłam do tej pory to już mogę być pewna, że jestem dobrze zakonserwowana jak mumia 😉 Może być, natomiast mój instynkt macierzyński coraz częściej i bardziej daje o sobie znać. No i to on mi powiedział, że skoro mam listę kosmetyków dla dzieci (już gotową) i wiem, które zawierają szkodliwe substancje a które nie. To może zamiast aplikować dziecku od narodzin chemię w czystej postaci, postaram się to ograniczyć do niezbędnego minimum.

No i stąd mój przypływ ciekawości i zainteresowanie składem kosmetyków. Swoją drogą przeglądnęłam własne zasoby i też kilka produktów mnie zaskoczyło.

A teraz tak. Jak już wspominałam wcześniej nikogo nie chcę straszyć. Jesteśmy dorośli i każdy ma prawo do własnych wyborów. Ponieważ informacje o kosmetykach i substancjach zostały już zebrane to nie będę odwalała odtwórczej roboty i przeklejała tego tylko pokieruję Was, gdzie szukać. W necie znalazłam stronę fundacji PRO – TEST a na niej mnóstwo ciekawych artykułów m. in:

 

No to teraz pora na kosmetyki, które znalazłam u siebie a które to zawierają parabeny. Moje zdziwienie nie ma granic … zobaczcie sami:

Kremy do rąk, które uwielbiam a zawierają najwięcej tych cudnych składników.

 

Dalej: moje ukochane masło do ciała z Farmony, baza pod makijaż czy choćby żel do golenia …

W sumie trochę tego się zebrało.

Ale na koniec coś pozytywnego. Znalazłam kilka kosmetyków bez parabenów, silikonów i innych szkodliwych substancji. Informacja o tym znajduje się na opakowaniach produktów. Da się? Jasne, że tak! 🙂 Jako konsumenci mamy prawo wymagać informacji o składzie naszego kosmetyku.

Szampon Timotei pure bez silikonów, mleczko do ciała SEPHORA bez parabenów i suchy olejek do ciała od Yves Rocher.

Od dzisiaj zanim wsadzę jakiś produkt do koszyczka, będę sprawdzała jego skład bardziej dokładnie niż zazwyczaj. Przecież mam wybór 🙂

1 Comment

Leave a Comment