Wyrzeczenia matki …

Ostatnio w trakcie zajęć na uczelni podczas rozmowy o wolności człowieka, czym ona jest i jak ją rozumiemy, wywołany został ciekawy temat. Matka została pokazana jako przykład tej, która się wyrzeka różnych rzeczy na rzecz dziecka. To wyrzekanie się, ma wpływ na jej wolność. I w sumie to matka najbardziej jest uciemiężona itp. Dodam tylko, że to nie było użalanie się nad matkami, to miał być ukłon w ich stronę jak wiele robią dla dzieci …. jednakże ….

Nie ukrywam, że to bardzo ciekawy temat, a ponieważ jestem matką to postanowiłam zabrać głos w tej sprawie. Otóż, jestem mamą z wyboru. Ja bardzo chciałam swojego dziecka i jeszcze zanim się urodził, ustaliłam z mężem, że przez pierwsze 2 -3 lata będę z dzieckiem w domu. Nikt mnie do tego nie zmuszał, nikt mi nie kazał, ja sama chciałam. Mój mąż stwierdził, że to dobry pomysł i przystał na to. Ale to jeszcze nie koniec. Ja zgodziłam się zostać w domu i opiekować dzieckiem, a mój mąż zgodził się przejąć obowiązki tego, który zarobi na całą naszą trójkę. No bo o ile przez pierwszy rok, będąc na macierzyńskim dostawałam jakieś pieniążki, o tyle, kolejne lata urlopu tzw. wychowawczego są już bezpłatne. Więc to nie było tak, że zostałam zmuszona do opieki nad dzieckiem. Co więcej ja w każdej chwili mogę mój urlop przerwać i wrócić do pracy.

Kolejna kwestia to wielkie i patetyczne słowo jakim jest “wyrzeczenie”. Sęk w tym, że moje dziecko było bardzo chciane, zaplanowane itp. mogę się określić mianem świadomej matki. Tak więc ja się niczego nie wyrzekam. Owszem, rezygnuję z pewnych rzeczy. Ale robię to w pełni świadomie. Co ciekawe zawsze w ramach rezygnacji z czegoś spotyka mnie coś innego, miłego związanego z dzieckiem.

Kiedy zostajesz rodzicem, wchodzisz w zupełnie nowy, inny wymiar: wymiar rodzicielstwa. Kiedy stajesz się odpowiedzialny za tą małą istotkę pewne sprawy, tematy przestają mieć znaczenie lub schodzą na dalszy plan. Coś co kiedyś byłoby wyrzeczeniem lub rezygnacją jest świadomą rodzicielską decyzją. Jasne, zdarzają się sytuacje, w których rodzic musi się czegoś wyrzec na rzec dziecka. Tylko znowu, jeśli robisz to dla dziecka, to to jest taki inny wymiar, odbierasz to nieco inaczej, albo normalnie, wkurzasz się, ale zaciskasz zęby i robisz co trzeba.

Generalnie chcę obalić mit biednej matki wyrzekającej się. Zapewne znajdą się takie przypadki – zawsze są jakieś wyjątki. Ale macierzyństwo to nie wyrok, zwłaszcza jeżeli masz męża/partnera i jesteście w tej samej drużynie. Razem podejmujecie decyzję o dziecku, a następnie razem je wychowujecie. Tak, tutaj znowu zdarzają się sytuacje, że ojciec odchodzi i matka zostaje sama, zdarza się i tak, że to ojciec zostaje z dziećmi. Ale jednak na ogół jest dwójka rodziców odpowiedzialnych za dziecko.

Zastanawiam się skąd się bierze taki kult jednostki: ja – matka, ja – ojciec. Gdzie jest my – rodzice. Przecież za tym, że ja “siedzę w domu z dzieckiem” stoi także mój mąż. Sądzicie, że tak spokojnie opiekowałabym się Miśkiem, gdyby nie byłoby za co opłacić czynszu, nie byłoby na jedzenie? No nie! Na milion procent wróciłabym do pracy.

Tak więc czasami z czegoś rezygnuję, czasami zastępuję to czymś innym ale generalnie to … nie ma czegoś takiego, czego bym żałowała, że nie zrobiłam odkąd pojawił się Michał. Mam wrażenie, że ja się uczę przy nim. Uczę się  jego, uczę się pokory, panowania nad emocjami, nerwami, logistyki, cieszenia się małymi rzeczami. Mam też studia, które są moim “oderwaniem się od dziecka”. Jak widzicie da się. Trzeba chcieć, trzeba mieć z kim. Chociaż samemu też wiele rzeczy można zrobić.

Na koniec nawiążę to wolności od której wyszedł temat wyrzekania się. Czuję się współczesną, wolną mamą, która ma możliwość wyboru tego jak jej dziecko będzie wychowywane i przez kogo. Podjęłam decyzję zgodną ze swoim sumieniem, ale także z możliwościami naszymi jako rodziny. Mogę z ręką na sercu napisać, że niczego się nie wyrzekłam, bo nie musiałam, jest dokładnie tak jak chcę.

DSC02339

Jakie jest Wasze zdanie na temat macierzyństwa i wyrzekania się? Musiałyście się czegoś wyrzec? Może rezygnujecie? A może w ogóle nie macie takich dylematów/przemyśleń?

Leave a Comment