Rodzic kupuje sobie chwilę spokoju

Ostatnio postanowiłam, że zaczniemy z Misiastym zwiedzać okoliczne sale zabaw. Znalazłam parę pozytywów takiego wyjścia:
– wychodzimy do nowego miejsca
– są inne zabawki niż w domu (jeździki, baseny z kulkami, zjeżdżalnie)
– możliwość wspinania się, biegania
– ciekawa alternatywa dla spaceru kiedy jest bardzo zimno lub pada
IMG_5706
No więc jak widzicie pozytywów sporo. Oczywiście (albo i nie) wchodząc na taką salę zabaw zawsze jestem obok dziecka. Przede wszystkim na początku musi się chwilę ogarnąć i rozglądnąć. Czasami są nowe zabawki, których on nie zna, więc pokazuję mu co i jak. Czasami potrzebuje mojej pomocy, a czasami siedzę w oddali bo bawi się sam, ale na tyle blisko, że w kilku susach jestem przy nim. Ale nigdy, przenigdy nie zostawiam go bez nadzoru. Powodów jest kilka. Dziecko jest tylko dzieckiem i nie wiem jak zareaguje w różnych sytuacjach, może się przestraszyć, przewrócić, może chcieć odebrać innemu dziecku zabawkę bo akurat ona wpadła mu w oko. Oprócz niego są inne dzieci w różnym wieku, które bawią się bez opamiętania do tego stopnia, że nie patrzą na innych. Jakiś chłopak 8 letni przejechał mi jeździkiem po stopie (naprawdę nic miłego), inny wjechał mi w nogę, jeszcze inny zeskoczył przede mną w miejscu, gdzie totalnie nie powinno go być. Co ciekawe tych dzieci nikt nie nadzoruje. Nikt! Mama lub tata takiego 8 latka uważa, że jego dziecko jest na tyle “duże”, że może samodzielnie bawić się, a raczej powinnam napisać szaleć bez opamiętania. Ja rozumiem, że dziecko potrzebuje się wyszaleć i po to przychodzi do sali zabaw. Rozumiem także, że rodzic przychodzi na chwilę wytchnienia od swojej aktywnej pociechy. Ale na Boga! Idąc do takiego miejsca obowiązują zasady współżycia z innymi ludźmi/dziećmi. Można biegać, czy gonić się tak, aby nie wpadać na inne osoby. Bo można też tak, że tratuje się wszystkich i wszystko, co znajduje się po drodze.

O co mi chodzi? Moje marudzenie składa się do tego, iż sala zabaw jest dla użytkowników w różnym wieku. Czyli bawią się tam mali i duzi i uważają na siebie. Staram się wybierać sale zabaw dla maluszków, żeby nie przeszkadzać tym “starszym”. Ale jeśli taki plac jest dla wszystkich, to może zwrócisz swojemu dziecku uwagę, że jego zachowanie jest niegrzeczne, że jeżdżenie po wszystkim i wszystkich to nie jest zabawa. To, że zapłaciłaś/eś za bilet wstępu 17 zł/h nie obliguje Twojego dziecka do zawłaszczania sobie sali zabaw dla siebie, a Ciebie nie zwalnia z obowiązku opieki nad dzieckiem. Bo ja też zapłaciłam 17 zł i chcę się z moim dzieckiem pobawić!

Czasami mam wrażenie, że rodzice starszych dzieci, którzy “wybulili” te 17 złociszy zapłacili sobie za godzinę spokoju. Można usiąść w kawiarence, najlepiej w kącie, żeby mnie widać nie było, a dziecko hulaj dusza piekła nie ma. Otóż nie, mylisz się!

Są dzieci, które bawią się same, ładnie, a są dzieci, które są nieśmiałe i jak już mamusia wykupi 30 min to jak wejdą do basenu z kulkami to tak przesiedzą ten czas. Żal mi tych dzieciaków.

Ja jak wpadam na salę z Miśkiem, to pokazuję mu możliwości różnych zabawek, że tutaj jest basen z piłkami, tutaj zjeżdżalnia, a tutaj bujadełko, tymi klockami bawimy się tak, a tym tak. Pokazuję, ale także uczę zachowania, że nie można podjeść i zabrać zabawki innemu dziecku. Trzeba poczekać, aż zabawka będzie wolna.  Taka sala zabaw to miejsce do nauki socjalizacji dla naszych dzieci, nauki, że nie jestem sam, są też inni ludzie.

Ja już nawet ostatnio pytałam męża, czy on też tak to widzi, że dzieci które przychodzą do sali zabaw zostają same i mają się bawić. Tak, on zobaczył dokładnie to samo cho ja.

Trochę to dziwne, bo w dzisiejszych czasach mamy deficyt czasu dla rodziny. Jak już biorę dziecko, to bawię się z nim. Słucham go, daję mu swój czas. No ale … jak widać najłatwiej za 17 zł kupić sobie godzinę czasu na kawkę i surfowanie po necie.

Leave a Comment