POSE Spa Herbal Face Cream

Krem znalazłam w pudełku bonbon baby. Na karteczce dołączonej do paczki przeczytałam, że to organiczny, luksusowy krem dla mamy. Ponieważ poszukuję kremu idealnego do twarzy, taka niespodzianka bardzo mnie ucieszyła. W głowie dźwięczało mi hasło “ekskluzywny”.

Zapowiadało się całkiem całkiem, bo to synergiczny krem z wyciągiem z aloesu, pełen organicznych, ziołowych substancji. Niczym relaks w SPA miał ukoić i zrelaksować skórę twarzy. Miał także redukować podrażnienia i wysypki. Bla bla bla …. przeznaczony do wszystkich rodzajów cery.

No i moje zdziwienie było wielkie, kiedy to przez dwa pierwsze dni używania kremu moja twarz świeciła się niczym bombka na choince. No i efekt jak po SPA nigdy u mnie nie nastąpił. Rzadka, leista konsystencja nie do końca mi odpowiada. No i zapach …. dziwny, niby ziołowy … cholera wie co to.

Miało być ekskluzywnie wyszło tanio i byle jak. Samo fajne opakowanie nawet z pompką airless to wciąż za mało, żeby móc nazywać się ekskluzywnym kremem. Jego cena waha się pomiędzy 92 zł a 125 zł. Moim zdaniem krem nie jest wart tych pieniędzy. Nie zauważyłam absolutnie nic.

Czasami jest tak, że jak się nałoży krem to twarz staje się napięta, albo aksamitna w dotyku. Tutaj nic, no nic. A początkowo myślałam, że Wam go polecę.

Reasumując: cieszę się, że go nie kupiłam w regularnej cenie, bo nie jest wart tych pieniędzy. Jego działanie jest żadne. Więc jeśli ktoś lubi mieć na toaletce krem, który nie robi nic a wygląda to polecam. Pozostałym, którym zależy na działaniu produktu polecam poszukać czegoś innego.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.