Parownica do ubrań

Od dobrych dwóch lat chodziła za mną. Marzyłam o niej. Wyobrażałam sobie, jak odświeżam sukienki, spódniczki i bluzeczki, które normalnie ciężko jest wyprasować. W oko wpadł mi sprzęt taki z dużym zbiornikiem wody i stojakiem. Ale wciąż był to sprzęt drugiej potrzeby, a jego koszt nie mały, dodatkowo zajmował trochę miejsca.
Ponadto ja nie mam problemów z prasowaniem, prasuję i już. Bo lubię takie czyste, wyprasowane rzeczy. I w sumie ten steamer był mi potrzebny do ciuchów z falbankami, zakładkami i delikatnych.
Jak to sobie przeanalizowałam raz i drugi, to okazywało się, że to taka moja szara fanaberia. Więc ją odkładałam.
Aż do czasu kiedy w Biedronce wyczaiłam parownicę do ubrań marki Hoffen w wersji „do ręki”. No i cena z ponad 500 zł spadła do … 80 zł! Oczywiście miałam wątpliwości, bo jaką miałam pewność, że to nie bubel? Na co odezwał się mój rozsądek czyli mój mąż „a weź ją sobie, koszt nie jest duży, a już od dawna ją chcesz”. No i tym sposobem parownica do ubrań znalazła się w moim domu.

To teraz krótki opis:
– moc: 1200 W
– duży wyrzut pary
– podgrzewana stopa ze stali nierdzewnej
– 2w1– prasowanie w pionie i poziomie
– nasadka do czyszczenia grubszych tkanin
– blokada kapania
– nasadka welurowa do usuwania zmechaceń
– zdejmowany pojemnik na wodę, mieści 250 ml


No, a czy daje radę?
Ostatnio wyjęłam rzeczy jesienne, wśród nich znajdowała się moja ulubiona sukienka. Jej jedynym mankamentem jest marszczona góra, która jest zarąbiście niewdzięczna jeśli chodzi o prasowanie. Początkowo walczyłam z sukienką, bo mi się podobała, po jakimś czasie zaczęłam w niej chodzić coraz rzadziej, aż zamieszkała w pudle na jesienne ciuchy na dłużej. Postanowiłam, dać szansę jej i parownicy do ubrań. To był mój szary test. Sukienkę wyprałam, wysuszyłam i użyłam parownicy do prasowania. Osobiście jestem bardzo zadowolona z efektu. Sukienkę powiesiłam na wieszaczku, przyłożyłam parownicę i spokojnie, powolutku odświeżyłam ją. Ani się nie zmęczyłam, ani nie zdenerwowałam, a efekt jest naprawdę fajny. To samo powtórzyłam z wypranymi bluzkami. Na wieszak i parownicą pyk pyk. Nie powiem, żebym to zrobiła w 30 sec. Chwilę to zajęło, ale w sumie to były 2-3 min. Tym sprzętem trzeba umieć pracować. Pierwsze prasowania to jest nauka, czasami trzeba ciuch złapać w jakimś miejscu i przytrzymać (uważając żeby się nie oparzyć). Ponadto jeśli ubranie jest baardzo pogniecione, to może się okazać, że tylko żelazko sobie z tym poradzi. Sam steamer jest do odświeżania, usuwania zagnieceń i najlepiej radzi sobie z cienkimi tkaninami, falbankami lub ubraniami z zakładkami. Jeśli myślicie, że można tym uprasować grubą bawełnianą koszulę … to nie jest sprzęt dla Was i nie jest do prasowania. Wszyscy pozostali, którzy czują o co chodzi w odświeżaniu i pozbywaniu się zagnieceń mogą pomyśleć o parownicy z Biedronki. Nie jest duże, nie jest drogie i radzi sobie z tym, do czego jest przeznaczone.
Ostatnio koleżanka podesłała mi link do steamerów pewnej renomowanej firmy i … ten z Biedry zewnętrznie nie różni się niczym od tego z górnej półki.

A osoby, które nie lubią prasować, na samą myśl dostają globusa, powinny kupić sobie suszarkę do ubrań … ale o tym w kolejnym wpisie.

Leave a Comment