Organizujemy piaskownicę

“Wszakże najlepszym materiałem dla dzieci wieku, do lat trzech, a nawet i później , jest piasek. Ze zwilżonego piasku, za pomocą szklaneczki , kieliszka, pudełeczka, może dziecię tworzyć najrozmaitsze postacie i nabywa wyobrażenia o wielkości i małości, wzgórzach i nizinach itd. Jednym zamachem rączki może zniszczyć i zrównać postawione góry i znów tworzyć je na nowo. Obok rzucania bowiem najprzyjemniejszą rozrywką  dla malców jest burzenie tego, co zbudowali”. Taki opis zabaw dziecięcych w piachu zaprezentował Henryk Wernic w 1881 roku. Zainteresowani mogą znaleźć przedruk tego tekstu w “Historii wychowania przedszkolnego” Wandy Bobrowskiej – Nowak.

Z piaskownicami jest jeden podstawowy problem: są siedliskiem bakterii. I tak, wiem, że bakterie są wszędzie i tylko czyhają na mojego synka. Bakterie są też na huśtawkach, klamkach itp. itd. Sęk w tym, że owy materiał: piasek, jest tak atrakcyjny dla dziecka, które po raz pierwszy się nim bawi, że na 100%  a nawet 1000% wsadzi go do buzi. Ja nic do piasku nie mam. Przeraża mnie fakt, że ten ogólnodstępny to jedna wielka osiedlowa kuweta, w której ma się bawić moje dziecko. Co więcej on zapewne będzie się bawił.  Przecież jak zobaczy dzieci, to ja mu nie zabronię pójść do nich. Co by ze mnie była za matka?! Szar(l)ona!

Wszelkie moje wątpliwości oraz pewność, że moje dziecię zje piasek zamieniłam na: prywatną piaskownicę Misia. Zakupiłam wszystkim dobrze znaną z widzenia i chyba najtańszą piaskownicę – muszelkę. Do tego oczywiście 30 kg piasku do piaskownicy. A to wszystko po to, aby przy pierwszym kontakcie z tą jakże ciekawą i superową materią jaką jest piasek mój syn mógł wpakować palec oblepiony piaskiem do buzi. Oczywiście, że to zrobił! Pilnowałam, żeby to nie było w ramach podwieczorku, ale tę pierwszą ciekawość – ma zaspokojoną. Ja byłam spokojna, wiedziałam, że pcha do buzi piasek, który chwilę wcześniej wysypałam z worka do piaskownicy. Był czysty, nowy i nie z kuwety. Przy piątej i kolejnych wizytach Miś już nie wsadza palca z piachem do buzi. Wie już jak smakuje i wie, że nie wolno. Oczywiście, że musiałam powtarzać, że nie wolno. Chłopak szybko się nauczył i teraz radośnie przesypuje piach to tu, to tam.

Po co to wszystko? Głównie po to, że jak za jakiś czas wyjdziemy do piaskownicy osiedlowej, to będzie się już tylko bawił. Ciekawość smaku piasku ma już zaspokojoną. Kolejna sprawa, bo mogłam sobie na to pozwolić. Miałam gdzie ją postawić.

I nie ma co Was czarować – dziecko będzie próbowało piasku. Jeśli więc macie możliwość – kupcie mu jego własną z czystym piaskiem na początek. Koszt takiej podstawowej przyjemności to: koszt piaskownicy: ok 60 zł (oczywiście są droższe, np. drewniane) plus piasku 10 kg = 9,99 (my potrzebujemy ok 30 kg) więc za ok 100 zł możemy mieć piaskownicę dla naszego dziecka. Oczywiście ma to sens, jeśli macie gdzie taką piaskownicę ustawić (teren domu, działka dziadków, Wasza lub znajomych).

Nauka kosztuje, ale czego nie robi się dla dziecka?

piaskownica: 60 zł
piasek: 29,97 zł
zabawki: po starszym kuzynie
radość dziecka oraz spokój matki: bezcenne

 

Leave a Comment