Matka wraca do pracy po wychowawczym

Pewnie zastanawiacie się i jesteście ciekawi, jak to jest wrócić do pracy po prawie 4 latach nieobecności. No bo to takie trochę jak w Matrixie. Niby żyjesz, wydaje Ci się, że przecież to taka tylko „przerwa”, wracasz na stare śmieci, do miejsca, które znasz i trach, jeb z dzidy. Okazuje się, że cztery lata to bardzo długo, zachodzi wiele wieeeeele zmian zarówno w Tobie samej jak i w pracy.

Tak bardzo się cieszyłam na ten powrót. Po pierwsze dlatego, że byłam z moim dzieckiem „do syta”. Przez trzy pierwsze lata jego życia byłam z nim praktycznie non – stop. Widziałam jak się rozwija, uczy nowych rzeczy, jak rośnie. Jak cierpi podczas ząbkowania, jak staje i robi pierwsze kroki i wiele wieeeeeele innych. Więc po tych trzech latach, kiedy już widziałam, że to nie mamin synek, (nie wiem czemu wiele osób uważa, że jak dziecko zostaje z mamą w domu to od razu mamin synek, itp. – po pierwsze jak się dobrze wychowuje, to nie ma takiej opcji, a po drugie, mam takie komentarze w … gdzieś)  a istota społeczna, garnąca się do ludzi i dzieci. Istota, która potrafi sama zjeść i komunikuje swoje potrzeby. Wiedziałam, że to moment idealny na jego przygodę ze światem i mój powrót do aktywności zawodowej.

No i wróciłam. 1 października 2017 przekroczyłam próg mojej korpo pracy. Byłam tak podekscytowana i podniecona wizją pracy, rozmów, kawy pitej z ludźmi, nowych wyzwań zawodowych, że jak mi powiedzieli, że w sumie to nie ma dla mnie pracy i trzeba poszukać, to wcale się nie zraziłam. Przyjęłam to, czym życie mi dowaliło – czyli niczym – i grzecznie czekałam na coś swojego. Jedyna opcja jaka się pojawiła, to coś czego nie lubię, a robić muszę. Tak więc zderzenie z rzeczywistością było spektakularne i zajebiście bolesne.

Czy nie mogę tego zmienić? Owszem mogę! Ale nie jest to takie proste, bo wykonywana przeze mnie praca, której nie lubię ma też swoje zalety. Wypłata wpływa absolutnie terminowo co miesiąc, mam ubezpieczenie, opiekę Medicoveru – pakiet full opcja z prywatną karetką i masażystą (taki szary żarcik, ale full opcję mam), kartę Multisport oraz platformę Benefit, gdzie mój szczodry pracodawca co jakiś czas przelewa mi „na waciki” i wtedy wybieram sobie coś luksusowego w zawrotnej kwocie XXX zł. Oprócz tego 2 razy w tygodniu mam tzw. home office co oznacza to, że mogę pracować z domu. No i najważniejsza rzecz: kiedy dziecko się pochoruje, idę na L4 i koniec. Świat się nie kończy, firma nie upada, wszyscy żyją.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.