Masaż bańką chińską

Ponieważ siłownię mam na co dzień. Bo nikt mi nie powie, że bieganie (przez cały dzień) za energetycznym dwulatkiem to nie ćwiczenia. Wnoszenie zakupów razem z 15 kg dzieckiem na 2 piętro to też wyzwanie. No, to ponieważ codziennie ćwiczę, to postanowiłam do nich dołączyć jakiś zabieg dla zabieganej mamy na cellulit czy jak mu tam. Miało to być dostosowane do moich godzin wolnych, które mogę przeznaczyć na upiększanie. No i okazało się, że ja mogę po 21:00 …

Więc musiałam wyczarować coś co nie zajmie mi dużo czasu i czym sama będę mogła powalczyć o lepszą kondycję skóry na udach i tyłku. No i tak w końcu zamówiłam bańki chińskie. Czytałam o nich już jakiś czas temu ale … no właśnie zawsze było jakieś ale. W końcu zamówiłam, przyszły i wypróbowałam.

Bańka chińska to zazwyczaj gumowa (może być też szklana lub bambusowa) bańka, która zasysa fałd skóry do środka. Taka próżnia sprawia, że ze skóry usuwane są toksyny, poprawia krążenie krwi. Dodatkowo skóra jest dotleniona i uelastyczniona.

Aby masaż przebiegał w miarę sprawnie, skórę należy natłuścić, najlepiej oliwką.

To może zacznę od plusów takiego masażu. Już po pierwszym skóra ud była bardziej sprężysta i zbita, także gładsza. Niestety sam masaż do przyjemnych nie należy, bo to zwyczajnie boli jak cholera! No błagam, w bańce jest kawałek zassanej skóry, a Ty musisz poruszać tą bańką, aby nie stała w miejscu. Dodatkowo po takim masażu wychodzą sińce. No wygląda to jak ewidentna przemoc w rodzinie.

Co mogę dodać, każdy kolejny masaż idzie sprawniej i boli coraz mniej, aczkolwiek ból pojawia się za każdym razem.

Generalnie efekty widać gołym okiem, a przede wszystkim czuć w dotyku, że skóra jest dotleniona i napięta. Koszt nie jest duży bo za ok 20 zł zamówimy zestaw baniek do domu. Trzeba doliczyć koszt oliwki, no i masujemy się same w wolnym czasie. Boli jak nie wiem, ale efekty są, więc decyzję pozostawiam Wam 😉

Leave a Comment