Malta na weekend

Lecisz ze mną na Maltę? – zapytał Mr. Grey. Tego typu pytań nie trzeba mi dwa razy powtarzać, tak bardzo lubię podróże zagraniczne, samolotem, że jestem w stanie przygotować się w kilka minut. Zastanawiałam się tylko co z dzieckiem. Bo to miał być wypad weekendowy dla dorosłych. Wieczorne spotkania ze znajomymi w knajpkach, sączenie wina, piwa i co kto tam lubi do późna. Zadzwoniłam do mamy, jak zwykle niezawodna, stanęła na głowie, żeby dostać urlop w idealnym dla mnie terminie i zająć się Misiastym.

Nasza podróż rozpoczęła się we czwartek rano, wylecieliśmy z Wrocławia i wylądowaliśmy na Londyn Luton. Z Maltą jest tak, że albo wylatujesz i wracasz w terminach, kiedy jest bezpośredni samolot, albo lecisz z przesiadką. Co ciekawe sprawdzaliśmy różne lotniska: Wrocław, Katowice, Kraków i wszędzie to samo.
W Londynie mieliśmy trochę czasu na zakupy/ odpoczynek, ponieważ nasz samolot startował 18:30 na Maltę. W hotelu zameldowaliśmy się w piątek o północy.

img_1284-1 img_1285-1

Temperatury panujące na Malcie o tej porze roku to ok. 30 stopni. Zabrałam ze sobą sukienki na ramiączkach i bez ramiączek i stroje kąpielowe i w sumie to wystarczyło. Bo albo spacerowałam, albo leżałam na leżaku nad basenem.

W piątek wybraliśmy się na wycieczkę na wyspę (powinnam napisać wysepkę) Comino. Najpierw dotarliśmy na przystanek autobusowy, a potem złapaliśmy autobus. To nie jest takie oczywiste bo autobusy na Malcie to jeżdżą jak chcą, a jak kierowca nie chce to się nie zatrzyma i nie zabierze. Ale udało się, wsiedliśmy. To była autobusowa podróż życia. Ulice Malty są wąziutkie, kręte i co chwila jedzie się w dół lub w górę. W autobusie ludźmi miotało jak szatan. Dodam tylko, że ruch jest lewostronny a maltańczycy wolno nie jeżdżą. No jazda była niezła. Jeśli ktoś lubi, to będzie się cieszył, a jeśli ktoś ma słaby żołądek, to potem to w autobusie czuć (fuuu).

 

Podczas tej godzinnej jazdy miałam okazję podziwiania zaokiennych widoków. Malta to wyspa, podobno raczej nizinna, ale my znajdowaliśmy się w jej części ze wzgórzami, zatokami i półwyspami. Podczas jazdy miałam skojarzenia z Egiptem, Włochami, Monako (wąskie, kręte ulice) i Kanarami. Te skojarzenia wynikają z klimatu, roślinności, którą można spotkać, budownictwo jest dosyć charakterystyczne dla krajów o gorącym klimacie, no i jest raczej brudno (tu Egipt rządzi w skojarzeniach).

Kiedy dojechaliśmy do samego końca, okazało się, że kilka kroków dalej znajduje się przystań z której można się przeprawić łódką na wyspę Comino.

img_1235img_1236img_1245img_1239

Comino to malutka wysepka na której mieszka jedna rodzina. Prowadzi tam ona jeden, jedyny hotel na wyspie. Natomiast całą atrakcją wysepki są: Blue Lagoon – Błękitna Laguna jest najpiękniejszym miejscem na wyspie oraz Comino Tower – najwyższy punkt widokowy na wyspie. Co można tam robić? Odpoczywać, opalać się, pływać, nurkować, relaksować i pić drinki z ananasa. To oczywiście wśród przepięknych okolicznościach przyrody.

img_1262 img_1267-1 img_1263 img_1268-1 img_1266-1 img_1274 img_1273img_1258

Resztę weekendu spędziliśmy korzystając z hotelowych basenów i innych atrakcji. Zwiedzanie sobie odpuściliśmy bo przylecieliśmy tu odpocząć oraz zobaczyć co wyspa ma do zaoferowania.

img_1275img_1288-1img_1286

Po pierwsze jest to miejsce idealne na ucieczkę z jesiennej/zimowej Polski. Tutaj zawsze jest ciepło. Można zwiedzać/pływać/chodzić do knajpek/ zrelaksować się w SPA.

Byliśmy krótko acz intensywnie. Wiem jedno. Na pewno tam wrócimy.

Językami obowiązującymi na wyspie są: maltański i angielski. A, że angielski zna większość z nas, to bez trudu się dogadacie. Bez kremów z wysokim filtrem nie ma się tam po co ruszać. Gdy byliśmy na Comino, nieco się zachmurzyło (widać na zdjęciach) i wydawało się, że słońce już nie opala, nic bardziej mylnego! Zjarało nas i to dobrze.

Leave a Comment