Malinowy krem do rąk

No i zrobiłam to znowu. Tak, przesuszyłam skórę dłoni do granic możliwości. Moje dłonie mogłyby robić za tarkę. Tu pranie, tu zmywanie naczyń, tu coś sprzątnęłam, nie założyłam rękawiczek i … standardowo rozpoczęłam poszukiwania produktu, który będzie posiadał cudowne moce.

Już się szykowałam do zakupu kremu z L’Occitane, jednakowoż cena mnie zawsze powstrzymuje, zmusza do refleksji. Tak było i tym razem, znowu coś mnie powstrzymywało, a w międzyczasie przeczytałam po raz kolejny peany na cześć malinowego kremu do rąk od BALNEOKOSMETYKI. Ponieważ to polski produkt bez SLS, parabenów oraz innych, zupełnie niepotrzebnych składników. Dodatkowo cena jest jakaś taka, bardziej przyjazna: 29 zł.  No i  znajdziemy w nim: wodę siarczkową, masło Shea, olej avocado, D-pantenol i sok owocowy. To stwierdziłam, że teraz albo nigdy. Zamówiłam, błyskawicznie odebrałam w paczkomacie i … zachwycam się.

Zaryzykowałam i nie żałuję. Krem ma gęstą konsystencję, która fantastycznie otula dłonie na noc. Zapach malinowo – porzeczkowy jest obłędny. Muszę się pilnować, żeby nie oblizać dłoni. No i na koniec efekt – jest bardzo dobry. Moje ekstremalnie suche dłonie, po takiej nocnej kuracji są zregenerowane i odżywione. Chyba nie muszę mówić, że na wsmarowywanie kolejnej porcji kremu w ciągu dnia nie mam czasu. Krem nakładam przed snem. Oczywiście, cudów nie ma, ale efekt działania kremu zauważyłam już po pierwszej nocy. Każda kolejna noc sprawia, że skóra jest zregenerowana i jej kondycja się poprawia.

Ponieważ działa, jest polski i świetnie pachnie – polecam!

Leave a Comment