Love Tommy czyli torebka mamy

Półtorej roku temu w  końcu wygrzebałam się z torby przyczepianej do wózka. Plecak, który okazał się moim przyjacielem także coraz częściej zastępuję torebką. Ostatnio wyjmując Misiastemu kolejne autko z torebki usłyszałam komentarz mężczyzny „to już wiem, czemu kobiety mają takie wielkie torebki”.

Uwielbiam torebki. Torebka jest dla mnie ważniejsza niż buty. Ich ilość w ostatnim czasie się u mnie zmniejszyła (kiedyś otwierając szafę z moimi torebkami można było zostać nimi przygniecionym). Ostatnio stawiam na jakość. Musi być solidnie wykonana, no i musi wyglądać.

Przy dziecku z dobrą torebką może być trochę ciężko, bo …. jest nam jej po prostu, najzwyczajniej w świecie żal. W torebce ląduje picie, jedzenie, pieluchy, zabawki. Taka mieszanka gwarantuje, że na dnie torebki na 100% znajdziesz okruchy ciastek, a jak nie domkniesz dobrze kubka z piciem to zaleje całą zawartość torebki.

Od października 2016 jestem szczęśliwą posiadaczką torebki Tommy Hilfiger o wdzięcznej nazwie Love Tommy Th Bucket Solid. I faktycznie jest to wielki, wykonany ze skóry ekologicznej solidny worek. W zasadzie każda większa czy mniejsza firma produkuje torebki o wyglądzie worka/sakwy. Jej fenomen polega na tym, że jest niezwykle pojemna. Zawsze mam pieluchy i chusteczki, kubek z piciem, dodatkową butelkę z wodą, przekąski, portfel, kosmetyczkę ze swoimi drobiazgami oraz dno zawalone autkami syna. Oczywiście, oprócz tego jestem w stanie wsadzić tam dużo, dużo więcej.

Dlaczego akurat ta? Bo jest w przepięknym kolorze zieleni, jest ze skóry ekologicznej, to znaczy, że można wytrzepać, lub wyczyścić środek naszego worka. Dodatkowo posiada doczepianą saszetkę np. na drobne do sklepowego wózka, lub na karnet do krainy zabaw milusińskich. Posiada dwa paski, jeden długi do przewieszenia, a drugi, krótki do ręki. No i jak nie lubię czerwonego koloru, to czerwone wnętrze tej torebki absolutnie robi całość.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że ostatnio widziałam artykuł o torbach dla mam. Posiadały one kilka dodatkowych kieszonek, a cena była jak za Hilfigera lub więcej.  Z tym, że ja będę z niej korzystała o wiele, wieeeeele dłużej, niż mama z torby przeznaczonej do transportu dziecięcych rzeczy. Chcę w ten sposób Wam przekazać, że lepiej zainwestować w torebkę dla siebie (a w której będziesz nosić rzeczy także dla dziecka), niż w torebkę dla siebie i dziecka, którą za chwilę rzucisz w kąt.

Tak więc zanim wydacie pieniądze na gadżet niby pomocny przy dziecku, zastanówcie się, czy nie warto kupić czegoś porządnego dla siebie 😉

1 Komentarz

  • Czerwciatko napisał(a):

    Torebeczka przepiekna szczesliwa mama to i dziecko szczesliwe . Tak wiec szara masz racje czasami trzeba zainwestowac w siebie

Leave a Comment