Kupujemy dzidziusiowi zabawki

Jak się ma dziecko, to chyba oczywiste, że ma się też zabawki. Wchodząc do zabawkowego kusi nas totalnie wszystko, a dodatkowo jak się jest rodzicem to dostaje się małpiego rozumu i jest się w stanie przepuścić CAŁĄ, calusieńką wypłatę na przyjemności dla Maleństwa.
Tyle tylko, że kupujemy je bo tak wypada, kupujemy je bo jak byliśmy mali to o tym marzyliśmy, kupujemy bo to przecież nasze dziecko i co komu do tego co mu kupię.
Tak, racja, wszystkie powyższe stwierdzenia są prawdziwe. To teraz przykład. Wychodziłam z moim Ddzidziotto na spacery, to był jego pierwszy miesiąc. Spacerowaliśmy, on głównie spał, a ja obserwowałam świat dookoła i inne wózki. Zauważyłam, że w totalnie KAŻDYM wózku przyczepiona jest zabawka, oczywiście zaraz obok czerwonej kokardki (znacie moje zdanie na ten temat). No i co zrobiła Szara mama? No oczywiscie pędem do sklepu po dyndającą zabawkę – grzechotkę zaczepianą do wózka. Nic nie szkodziło, że Mały miał ją głęboko w pieluszcze. Ważne dla mnie było to, że moje dziecko też ma, o! Na szczęście autorefleksja przyszła dosyć szybko i stwierdziłam, że tak naprawdę ja tego grzechoczącego małpiszona kupiłam  dla siebie. Los był jednak dla mnie bardzo łaskawy i jakiś czas później synuś zainteresował się nią, co więcej stała się ona stałym wyposażeniem zabawkowym podczas podróży.

No to co? Kupować te zabawki, nie kupować? I co zrobić, żeby nie zwariować?

Oczywiście, że kupować! Zabawki są fantastyczne i potrzebne w prawidłowym rozwoju naszych milusińskich, róbmy to jednak z głową. Wiem, że to trudne bo sama w sklepie pakuję koszyk po brzegi, po czym biorę głęboki oddech i po szczerej odpowiedzi na pytanie „czy Młody potrzebuje tego wszystkiego?” zostaję z jedną, góra dwiema rzeczami.

Na początek proponuję dać sobie na wstrzymanie. Przejdzie fala gratulacji, okraszona prezentami w postaci zabawek, ubranek, mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy i wtedy zorientujemy się co mamy, a co jeszcze moglibyśmy mieć.

Takie totalne maleństwo do 3 m-ca głównie je i śpi. Chociaż nie ukrywam, że dobrze poszukać pierwszego dziecięcego przyjaciela. I tutaj na pomoc przychodzi zabawka, która zaskoczyła mnie totalnie swoim wyglądem, co więcej sama bym tego nie kupiła. Syn dostał ją w prezencie i jak ją zobaczyłam to moje stwierdzenie było jedno „ależ to głupie”. No bo jak inaczej nazwać zabawkę, która wygląda jak kocyk z głową hipcia na środku, frędzelkami dookoła i gryzakiem na brzegu? Początkowo Hipciuś pełnił funkcję kocyka na nóżki. Po pewnym czasie zauważyłam zainteresowanie dziecka tymi frędzlami, metkami i głową na środku. Nie wiem kiedy Hipcio stał się przyjacielem Dzidziotta a dzień bez niego, był dniem straconym. Dodam tylko, że zabawka fajna,  dobrze znosi pranie i całkiem szybko schnie. Jak widzicie coś, czemu sama nie dałabym szansy, sprawdziło się w 100% przez 7 m-cy. Zauważyłam, że po tym czasie zainteresowanie spadło do … zera.


Kiedy miał 3 m-ce dostał w pezencie zeberkę firmy LAMAZE. Zebra jest miękka, grzechocze przy potrząsaniu, szeleści przy ściskaniu i … ma tasiemki. Tasiemki oczywiście lądują w buzi raraz po tym, jak znajdzie się ona w rączkach. To co mnie zaskoczyło to to, że zebra z jednej strony jest biało czarna, a z drugiej jest fioletowa. Totalnie kontrastowa, różne materiały  ale … chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Po wizycie w pralce nic się jej nie stało, wróciła czysta i gotowa do zabawy.


Kolejną fajną zabawką jest: wodny gryzak. Tutaj nie polecę Wam marki. Szczerze? Jakikolwiek. Ja mam z Canpol Babies.


Gryzak, w wersji plastikowej, lekki, grzechoczący, kolorowy. Wrto mieć jeden, góra dwa. Na zdjęciu konik Fisher Price, który jest używany dopiero teraz, wcześniej był zbyt ciężki.


To czas na coś, co mój syn odkrył właśnie teraz w 7 m-cu. Wcześniej te zabawki go nie interesowały. A mianowicie: piramida z kółkami oraz drewniako – druciak czyli labirynt z klockami do przesuwania. Zabawki moim zdaniem genialne. Mały oczywiscie zrzuca kółka a mama nakłada. Dodatkowo chętnie kręci biedronką, króra znajduje się pomiędzy żyrafkami. Jeśli chodzi o druciaka to z wielkim zainteresowaniem przekłada klocki, sam przewraca zabawkę na bok i obserwuje jak się klocki przemieszczają.


Czas na zabawkę, którą moje dziecko wybrało sobie samo. Tak, sam bo był z nami w sklepie żeby dobrać mu nowy fotelik samochodowy. Wybór dziecka padł na rzecz prostą, kolorową, miękką i dzwoniącą: kostka z Canpol Babies. Tłamsi, rzuca, ściska, potrząsa. Zabawy co nie miara!


Ponieważ zauważyłam jak bardzo cieszy się z zabawy w rzucanie, stwierdziłam, że to już czas na pierwszą piłkę. Oczywiscie miękka, kolorowa i dzwoniąca. Ta nasza to Canpol Babies, ale mam zastrzeżenia co do materiału, z którego jest wykonana. Otóż materiał ten zbiera totalnie wszystkie paprochy, kurze i inne. Trochę się tym zawiodłam bo zabawka sama w sobie super ale ten materiał … no nie dla dzieci!

Kolejną fajną rzeczą jest zestaw gumowych zwierzątek. Po wyparzeniu nadają się jako gryzaki, a na co dzień idealni kompani dziecięcych kąpieli.


Bardzo chciałam żeby Dzidziotto miał swoją bańkę – wtańkę. Z dzieciństwa pamiętam plastikową śmieszną lalę. Współczesna wersja tej zabawki jest z materiału, ma szeleszczące uszka, dużo metek, w jednej łapce grzechotkę w drugiej piszczek i jest mega kolorowa.


Kolejna rzecz, która podbiła serce mojego malucha to  … wiatraczek. Oczywiscie on nie dostaje go do ręki, ale uwielbia obserwować jak wiruje.


A teraz coś, co dziwi mnie za każdym razem gdy to widzę, a fakt, że to Fisher Price wprawia mnie w zdumienie. Chodzi mi o dwie zabawki: niedźwiedzia, który wygląda jak lew i hipopotama. Zabawki są po starszej kuzynce więc ich nie kupiłam, ale … są ciężkie i w sumie nie wiem jakie jest ich zastosowanie. Na gryzak się nie nadają, jedyne co robią to ruszają lapkami i skrzypią. Niedźwiedziowi kręci się kolorowe kółko na szyi. Ktoś mi powiedział, że może sa to zwierzaki do odbijania wzorków w masie plastycznej dla dzieci … nie wiem. Są dziwne i nie rozumiem ich przeznaczenia.


No to jeszcze na koniec napiszę Wam, że dzieci uwielbiają pudełeczka, szeleszczący papier i … to co należy do rodziców. Od tygodnia ukochaną zabawką syna jest … obudowa na telefon miś panda. Tak, tak, już się nią nacieszyłam, a teraz robi to mój syn.


Jak widzicie, wybór zabawek jest ogromny. Najważniejsze to kupić coś, co pomoże dziecku w poznawaniu świata. I nie dajcie się zwariować, że dziecko koleżanki jest szczęśliwsze od Waszego bo ma wszystkie najnowsze zabawki. Nie prawda, dziecko szczęśliwe to takie, które jest wyprzytulane i takie, któremu poświęca się czas. Zabawki, nawet najpiękniejsze to tylko dodatek.

Do tematu zabawek jeszcze wrócę. Jest to dla mnie temat rzeka.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.