Kosmetyki Sisley czy warte swojej ceny?

My kobiety lubimy kosmetyki, dobre kosmetyki. Jeśli tylko mamy możliwość kupujemy sobie coś z tak zwanej „górnej półki”. Mamy wtedy poczucie wyjątkowości, tego, że jesteśmy zadbane, że używamy czegoś naprawdę super, co sprawi, że będziemy piękniejsze.

Jakiś czas temu miałam okazję używać kosmetyków marki Sisley. Nie, nie kupiłam ich sobie. Kupiłam prenumeratę Harper’s Bazaar i w ramach prezentu dołączanego do rocznej prenumeraty otrzymałam Sisley Cofffer Fleur – czyli kwiatowe pudełko z kosmetykami.

Nie ukrywam, że bardzo się z tego prezentu ucieszyłam. Miniaturki bardzo drogich kosmetyków były dla mnie obietnicą niezapomnianego, kosmetycznego doznania.

W pudełku znalazłam:
– maska krem z ekstraktem z czarnej róży (10 ml) 60 ml = 440 zł
– bezalkoholowy tonik kojący do twarzy (30 ml) 250 ml = 256 zł
– mleczko do demakijażu z białą lilią (30 ml) 250 ml = 364 zł
– krem ochronny na dzień (10 ml) 50 ml – 592- 917 zł
– krem pod oczy (1 ml) 15 ml = 651 zł

Te ceny obok, to za pełnowymiarowy produkt, znalazłam w internecie. I teraz ani jeden z tych produktów nie zrobił na mnie wrażenia. ANI JEDEN! Najpierw oczywiście poczytałam jak stosować itp. Spodziewałam się uczucia super zadbanej, gładkiej skóry (no bo czego innego niby się spodziewać po kosmetykach w tej cienie?!). Owszem konsystencje spoko, ale zapach … taki roślinny, specyficzny, może przeszkadzać.


Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że czasami marzymy o czymś ekskluzywnym. I absolutnie nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że w cenę ekskluzywności oprócz marki jest wliczona jakość oraz jakieś efekty. W przypadku Sisley mamy absolutny przerost formy nad treścią, a ceny są absolutnie z kosmosu.

Czy sama kupiłabym któryś z produktów?
Nie. Przede wszystkim ceny są kosmiczne. Lubię zainwestować w dobry krem czy podkład, ale wydawanie takiej kasy na produkty do demakijażu to dla mnie totalna burżuazja.

Reasumując noo nie polecam. No nie i już. Chyba, że lubicie być robione na szaro ….

Leave a Comment