Jeszcze kupię mu coś do ryżu …

Wypadłam z domu po zakupy. Zimno jak nie wiem, więc szybciutko, szybciutko wpadłam do Rossmana po pieluchy i mleko dla małego. Zbliżając się do półki z mlekiem zauważyłam młode małżeństwo z synkiem – na oko 2 latka. Pani wybrała mleko i nagle z zadumy wybił mnie tekst “jeszcze kupię mu coś do ryżu”. Noooo, to mnie zafascynowało totalnie. Coś do ryżu … czyli warzywa, albo mięsko z sosikiem. Ale “coś do ryżu” w Rossmanie?!
Okazało się, że jestem totalnie niedoinformowana, bo do ryżu dodaje się słoiczek z gotową papką.

No ok, ja rozumiem, że w życiu zdarzają się różne sytuacje i czasami trzeba dziecku podać słoiczek. Tyle tylko, że ta mama tych słoiczków miała cały koszyk. Mogę przypuszczać, że chłopczyk żywi się głównie, jeśli nie tylko tym.

Sklep był puściusieńki, stałam za nimi, gdy pani kasjerka radośnie podliczyła zawartość: 300 zł. Nie, nie chodzi mi o kwotę, chodzi mi o to, że w ramach 300 zł można było kupić kurczaka, cielęcinę i przygotować naprawdę smaczny i zdrowy posiłek, ale co ja tam wiem.

Chłopczyk mógł zupełnie samodzielnie gryźć i jeść to, co rodzice. Ja przestałam gotować tylko dla Miśka. Teraz gotuję tak, aby Miś jadł z nami. Wiadomo uważam na dodawane przyprawy. Swoją drogą potrawy w słoiczku są znacznie bardziej doprawione. Skąd wiem? Zdarzyło się, że w swoim życiu Misiek zjadł 3 słoiczki, i to nie było to, co niedźwiedzie lubią najbardziej. No w każdym razie ja swojemu do ryżu kupuję zupełnie co innego …

Leave a Comment