Iron Maiden we Wrocławiu

Byłam, zobaczyłam, przeżyłam. Na koncert poszłam jako osoba towarzysząca. To ulubiony zespół mojego męża. Ten styl muzyczny jest dla mnie zbyt ciężki. Ale że jestem osobą otwartą na różne gatunki muzyczne (to chyba zasługa szkoły muzycznej) stwierdziłam, że co mi tam. Idę, posłucham i wtedy wyrobię sobie zdanie.

Muszę przyznać, że atmosfera panująca na stadionie była niesamowita, show, jakim przywitali nas Ironi było po prostu niesamowite. Scena była stylizowana na kryptę, w zasadzie do każdej piosenki zmieniało się tło. Co jakiś czas wybuchał ogień. Ja siedziałam oniemiała pod wrażeniem tego, co na tej scenie się wyrabiało. Ani przez chwilę nie było nudno. A na koniec pojawił się wielgachny Eddie – maskotka zespołu. Frontman zakładał maski, przebierał się. No dla mnie totalny kosmos!

Tyle pozytywnej energii wytworzonej przez zespół i podtrzymywanej przez tłumy fanów – nie jestem Wam w stanie tego opisać, to trzeba przeżyć. Przyznam się, że nie stałam się fanką Iron Maiden i zapewne nie zacznę ich namiętnie słuchać. Upewniłam się, że nie jest to moje brzmienie. Natomiast cały występ – czapki z głów.

Tak, jeśli mąż będzie się wybierał na kolejny ich występ – to chętnie się zabiorę. Takie koncerty mają w sobie coś niezwykłego, magicznego, czego po nie da się opisać, bo trzeba tam pojechać i przeżyć.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.