Historia pewnego zamka

Tuż przed świętami wielkanocnymi w bluzie Misiastego wyłamały się dwa ząbki w zameczku od bluzy (oczywiście). Skutek tego był taki, że ekspres od zamka wypadł i nie było możliwości naprawy tego w inny sposób jak wymienić zamek. Ponieważ taka ze mnie krawcowa jak z koziej dupy trąbka, to zaniosłam bluzę do zakładu krawieckiego, który ku mojej uciesze widzę z okien mieszkania. W zakładzie okazało się, że pani nie ma krótkich zameczków i owszem wymieni, ale jak kupię zamek. Druga opcja była taka, że wstawi mi zamek, który jest o wiele za duży i mi go zwyczajnie dopasuje.
Ponieważ pani fajna jest (nie jedną za długą sukienkę dopasowała, jak trzeba)  to stwierdziłam, że niedaleko jest pasmanteria, to pójdę, kupię i przyniosę. Co to za filozofia kupić zamek do bluzy. Poszłam, przywitała mnie urocza, starsza pani. Poczułam, że jestem w dobrych rękach (no bo ta pani wyglądała, jakby stamtąd nie wychodziła i znała wszystkie guziczki i szpulki z nićmi na wylot). Pokazałam bluzę. Rozpinana z góry do dołu. I mówię, że potrzebuję zameczka. Pani fachowo zmierzyła. Potrzebujemy zamka 30 cm. Potem podeszła do szafy z cudownościami i wyjęła zamki o długości 30 cm. Wybór kolorystyczny żadem: czarny, szary i khaki. A ja potrzebowałam granatowego lub niebieskiego. Ale co tam, tak miło nam się gawędziło, że stwierdziłam, że szary będzie ok (no bo jak nie, skoro tak?). Zapłaciłam, wyszłam i pobiegłam do krawcowej. Umówiłyśmy się za dwa dni. Poszłam za trzy (bo pani to taka zajęta, a ja nie potrzebowałam tej bluzy tak teraz, zaraz natychmiast. Kiedy przyszłam odebrać bluzę, okazało się, że nie jest zrobione bo … pani w pasmanterii sprzedała mi zamek do bluzy wkładanej przez głowę!!!!! No dramat! Ja poszłam do miejsca kultu zameczków, niteczek, kordonków, guziczków z bluzą rozpinaną od góry do dołu, żeby pokazać, żeby nie było, że źle coś powiedziałam albo co …. i dostałam nie to co chciałam. Po to poszłam z bluzą, bo się nie znam, nie wiem na co patrzeć, byłam przekonana, że tam mi doradzą …. Pani krawcowa jak zwykle uratowała sytuację, wszyła mi zamek za długi, skróciła go, w dodatku granatowy, tak, że pasuje idealnie.

Pozostał mi niesmak. Byłam zła sama na siebie, że nie sprawdziłam jeszcze raz. Byłam zła na panią z pasmanterii, że mimo tego, że patrzyła do czego mi to potrzebne, dała mi zły zamek.

Dostałam nauczkę, że zawsze trzeba sprawdzić, wszystko i wszystkich. Dobrze, że to był zamek za 4,50 zł a nie jakiś sprzęt za kilka stówek. W każdym razie stało się, ja jestem mądrzejsza o tę sytuację. Podobno matka zniesie wszystko …. nawet nie taki zamek …. 😉

img_6253

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.