Dziecko idzie do przedszkola

Nasz pierwszy dzień w przedszkolu nastał … 1.07.2017. Tak, tak, nie pomyliliście się. Misiek rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem w lipcu tego roku, ale może od początku. Moje założenie było takie, że od początku tego roku będę posyłała syna na kilka godzin do przedszkola, tak żeby się chłopak przyzwyczaił. Jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że to nie takie proste, a miejsca w przedszkolu będą … ale od lipca. No przestraszyłam się, bo mam zaplanowany powrót do pracy w październiku, oczyma wyobraźni widziałam, jak Misiek się przyzwyczaja do przedszkola i jest cudownie …. no generalnie to cud, miód i orzeszki. Życie jak zwykle nie zawiodło i pokazało mi środkowy palec. Tak więc upewniwszy się, że z miejscami kiepsko, zaczęłam się rozglądać za przedszkolem docelowym, skoro i tak dopiero od lipca albo września, to niech to będzie już „to” przedszkole. W lutym zapisaliśmy naszego pierworodnego do prywatnego przedszkola, które mamy na rzut beretem od domu. Przedszkole jest kameralne, przytulne, ma swój ogródek z zabawkami, całkiem spoko kadrę i …. ta bliskość pobiła absolutnie wszystko.

Wystartowaliśmy 1.07. i jak możecie się domyślić (lub nie) początki faktycznie są trudne dla dziecka. Pierwszy tydzień mój cudny syn cwaniakował i dawał się we znaki (aż mi było głupio), drugi tydzień był tygodniem z cyklu” ja nie ciem do pseckolkaaaaaaaaa”. Tak, to ten magiczny czas kiedy idziesz z wyjącym na całe osiedle dzieckiem i marzysz by przemknąć niezauważenie kanalizacją. Potem był tydzień chorowania (złapaliśmy jakiś wirus – gardło i te sprawy). By powoli zacząć się wdrażać.
Dodam, że Michał chodził początkowo na 5h. Szedł na śniadanie, potem zabawy, obiad i go odbierałam.

Skąd to niegrzeczne zachowanie na początku? Otóż przeanalizowałam to. Misiek miał zbyt dużo zmian i nowości w bardzo krótkim czasie. Przeprowadziliśmy się do nowego domu, na nowe osiedle. Dostał swój pokój, a w czasie wykończenia mieszkaliśmy (ja z nim) u dziadków w Krakowie, więc tatę widział na Skype. W sumie miesiąc po przeprowadzce poszedł do przedszkola. Zwyczajnie w świecie to było dla niego za dużo i tym swoim zachowaniem odreagowywał sobie.
Dlaczego o tym piszę? Bo jeśli spotkacie się z pogorszeniem zachowania u swojego dziecka i nie będziecie wiedzieli skąd to się bierze, to może ostatnio nastąpiła jakaś zmiana, która dla Was była czymś normalnym/małym, a dla dziecka okazała się trzęsieniem ziemi. A jak sobie z tym radzić? Początkowo chciałam zaproponować synkowi sesję coachingową taką wiecie – synu wybierz cel do którego chcesz dążyć, a mamusia Ci w tym pomoże (taki żarcik oczywiście). A skończyło się na … wyborze wymarzonej zabawki. Oczywiście nie za nic. Zabawka była nagrodą w zamian za dobre zachowanie i poprawę zachowania w przedszkolu. No i Misiasty pracował. Panie w przedszkolu wiedziały o nagrodzie i w chwilach słabości przypominały mu o tym. Misiek dopiął swego i nagrodę zdobył.


To teraz kwestia jedzenia. Misiek miał dwa posiłki – śniadanko i obiadek. W pierwszych dwóch tygodniach zupełnie nie zjadał obiadu. Co skutkowało tym, że wpadał do domu i pożerał absolutnie wszystko od naszego obiadu po słodycze, bułki itp. W dodatku my opłaciliśmy mu to jedzenie (w przedszkolu Miśka jest catering), a on nie zjadał. Jak sobie z tym poradziłam? Zaniosłam plastikowy pojemnik i poprosiłam panie, żeby porcje drugiego dania, które Misiek zostawia pakowały mu na wynos. Ja w domu pochowałam wszystko. No i pierwszego dnia kiedy dostałam pudełko z jedzeniem oczywiście najpierw sama spróbowałam. Jedzenie okazało się smaczne. Pojawiły się nowe smaki jak kasza gryczana – ale to przecież nic złego. Tak więc, gdy dostawałam pudełko z obiadem, Misiek mógł dostać podgrzany obiad lub czekać na kolację. Nie było przegryzek i innych dupereli. Po kilku dniach okazało się, że jedzenie jest dobre, a opcja, że po powrocie czeka miły słodki łakoć plus owoce całkiem kusząca. To była kwestia nowych smaków, ale także konsekwencji i nauki, że obiadek jemy w przedszkolu.


Od 1.09 Michaśkowi wydłużył się czas pobytu w przedszkolu do 7 h. Zjada, śniadanie, obiad i podwieczorek i z uśmiechem na ustach wraca do domu. Nie ma problemu z odprowadzaniem, z zostawaniem w przedszkolu itp.  Uczy się nowych rzeczy, był na swojej pierwszej w życiu przedszkolnej wycieczce, pomagał nakrywać do stołu. Jestem z niego dumna. I choć czasami zachowanie nie jest idealne. To wiem, że miło spędza czas, je, zgłasza swoje potrzeby i przebywa w grupie rówieśników pod dobrą opieką.

Czy płakałam, było mi smutno itp? Nie. Może dlatego, że ja sobie to tak zaplanowałam. Wiedziałam, że chcę być z nim w domu i że jak skończy 3 lata to on idzie do przedszkola, a ja wracam do pracy. Tak dużo czasu spędziliśmy razem, że dla mnie było naturalne, że teraz czas już na przedszkole i spotkania z dziećmi. Nauczyłam go wszystkiego czego mogłam: zgłasza swoje potrzeby, sam je, sam zakłada buty. Więc nie było płaczu z mojej strony. Wiedziałam, chciałam i czułam, że to już czas na coś innego. Owszem pierwszego dnia było pusto i cicho i to było trochę dziwne, ale zaprowadzam go w poczuciu, że to jest dla niego dobre. Misiek to czuje i chętnie chodzi.

Dzieci wyczuwają nas rodziców i nasze nastroje. Dlatego dobrze, żebyśmy my byli przygotowani na posłanie dziecka do przedszkola, nie robili z tego tragedii, tylko potraktowali to jako nowy etap w życiu, jak przygodę i tak to przekazali dziecku. Dzieci są mądre i to załapią i wyczują.

Takiego radosnego, spokojnego odprowadzania do przedszkola Wam życzę!

Leave a Comment