Czy jesteś w stanie obronić swoje dziecko?

Wiem, że pytanie zawarte w tytule jest co najmniej dziwne, ale … zastanów się przez chwilę. Żyjemy w takim, a nie innym świecie, obok nas żyją ludzie dobrzy, ale też tacy, którzy mogliby zrobić krzywdę Twojemu dziecku … co byś zrobiła w tej sytuacji?

Nie wiem skąd się u mnie wzięły te przemyślenia. Byłam z Dzidziottem na spacerze, mijałam inne wózki, świeciło słońce, totalna sielanka, a jednak w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka i pytanie” co byś zrobiła, gdyby teraz ktoś zaatakował ciebie i dziecko?”. Stwierdziłam, że to totalnie głupie pytanie i postanowiłam się cieszyć słońcem.

Ono jednak wracało i wracało jak natręt, jak bumerang wyrzucony przez szczęśliwe dziecko. Zaczęłam się nad tym zastanawiać. No ok, załóżmy hipotetycznie, że ktoś mnie atakuje, oczywiście zrobię wszystko żeby obronoć dziecko. Przeanalizowałam, co mam w kieszeniach, bo przecież rękami to mogę co najwyżej pomachać. Okazało się, że przy wózku jest coś, czego mogłabym użyć do samoobrony, w kieszeni mam klucze, no i zawsze mam płaskie buty, to się przydaje w ucieczce. Jeśli już zostanę zaatakowana, to “walę” w punkty strategiczne: krocze, oczy i uciekam bo przecież chodzi o to, żeby ewentualnie dać sobie czas na ucieczkę.

Druga opcja, atakuje nas groźny pies. Moją pierwszą myślą było skoczyć na wózek i sobą osłonić dziecko. Okazało się, że to błąd. Jeśli już dojdzie to takiego zdarzenia, powinnam ściągnąć uwagę zwierzęcia na sobie czyli … odciągnąć go jak najdalej od wózka co oznacza, że nie, nie kładę się na wózku, ale odchodzę od niego jak najdalej, upewniając się, że zwierz jest zainteresowany ucekającą ofiarą.

Przyznam się, że nie wiem skąd te myśli, bo przeceież one są STRASZNE!!! Ale z drugiej strony jak już przeanalizowałam to, co pojawiło się w mojej głowie to stwierdziłam, że może i lepiej, że taką sytuację mogę przeanalizować w myślach.

Takie, teoretyczne przygotowanie do ekstremalnej sytuacji uratowało kiedyś moje życie na drodze, kiedy to jako świeżutki kierowca pojechałam w trasę i wjechałam w totalne urwanie chmury z gradobiciem. Nie widziałam nic, ani drogi, ani auta przed sobą, ani za sobą. Totalna masakra. Moja pierwsza myśl to wcisnąć hamulec i zatrzymać się (jak teraz o tym myślę to przechodzą mnie ciarki), tyle tylko że takie działanie spowodowałoby, że kierowca za mną wjechałby we mnie, ten za nim w niego itd … to byłby jeden wielki karambol. Co mnie uratowało? Opowieści taty, jak zachować się w różnych sytuacjach na drodze. Więc jak szybko spanikowałam, tak szybko usłyszałam głos taty “nie zatrzymuj się tylko jedź, zwolnij, ale jedź”. No i jechałam i wyjechałam z burzy i dałam radę.

Reasumując mam nadzieję, że taka straszna, ekstremalna sytuacja nie spotka ani mnie, ani żadnej mamy i Jej ukochanej pociechy. Jeśli już do tego dojdzie, wiem, że każda z nas będzie broniła Maleństwa jak lwica i może tylko warto się zastanowić … jak uchroniłabym swoje dziecko, tylko po to, żeby w sytuacji zastanej zareagować jeszcze szybciej.

Leave a Comment