Ciążowe rady i wierzenia

Jak się jest w ciąży to absolutnie każda napotkana osoba staje się ekspertem a to w dziedzinie żywienia, a to w mocnej dziedzinie polaków – medycynie, akcesoriach dziecięcych, że o wychowaniu nie wspomnę.

O ile są to nienachalne rady, osób, które cenię i z którymi na dany temat w danej chwili rozmawiam, a wręcz pytam o coś – to jest to ok. Ale te wszystkie pozostałe … masakroza jakaś!

Z cyklu wierzenia:

jak się nie spełni życzenia ciężarnej to cię myszy zjadzą … kilkukrotnie usłyszałam, “nie mogę Ci odmówić, bo jesteś w ciąży i myszy by mnie zjadły” – myślałam, że to taki żarcik – ale niee, ludzie naprawdę  w to wierzą, a ja tylko zapytałam o możliwość pomocy  i zupełnie zrozumiała dla mnie byłaby odmowa. Teraz to się boję o pomoc prosić, bo jeszcze coś kogoś zeżre (żartuję)

nie wolno przechodzić pod sznurami, nosić korali i łańcuszków bo się dziecko owinie pępowiną i udusi …. nooo, to mój ulubiony kretynizm

nie wolno patrzeć na brzydkie rzeczy i ludzi – bo dziecko będzie brzydkie – hahahaha przecież wygląd dziecka jest “zaprogramowany” już na samym początku – noo nie dobijajcie mnie

nie wolno głaskać brzucha bo dojdzie do przedwczesnego porodu! – byłam w 5 m-cu na pobieraniu krwi i jak weszłam do gabinetu to Młody kopnął, a że ja uważam to, za jego komunikowanie się ze mną. Więc delikatnie pogłaskałam ręką po brzuchu – na co pani pielęgniarka: ” co pani robi! nie wolno głaskać brzucha! łożysko się pani odklei!” – taaaa łożysko to mi się w samochodzie odkleja jak słyszę takie bzdety. Żebym robiła juwerdyjski masaż brzucha to mogła by mi zwracać uwagę ale … takie miźnięcia! Jasne, pod koniec ciąży nie należy przesadzać z ilością czułości dla brzuszka ale … no nie pogłaszcz dziecka, które Cię kopie radośnie 🙂

Co do rad to dzisiaj w mięsnym usłyszałam (kupując wątróbkę), że na niedobór żelaza to ja sobie powinnam tatara wołowego zjeść … taaaak – myślę sobie – i do tego wino otworzę. Do jasnej ciasnej – przecież surowe mięso jest w ciąży zakazane! Nawet jak nie byłam w ciąży to nie jadałam tatara a co dopiero teraz! Z tym winem to of course żart bo jak dla mnie każdy alkohol jest zakazany. Chociaż i takie głupoty o jednym kieliszku na krążenie słyszałam …

Już się przyzwyczaiłam, że jednym uchem wpuszczam a drugim wypuszczam. Moim doradcą jest mój lekarz i moja intuicja. Przecież każda z nas ma głowę na karku, czyta różne książki to wie a przynajmniej orientuje się w tym, co w ciąży można a co nie.

Np. ostatnio odkryłam o co chodzi z lataniem samolotem w zaawansowanej ciąży. Nie, nie leciałam. Jechałam samochodem. Ale w samochodzie jak i samolocie przy pewnych prędkościach są przeciążenia. Normalny, zdrowy człowiek tego nie odczuwa a przynajmniej nie zwraca na to uwagi. Okazało się, że do 130 km/h jest ok i mogę czytać, pisać, spać, przy 140 km/h i w górę  poczułam się w momencie bardzo źle, zrobiło mi się słabo, zabrakło mo tchu i jedyną rzeczą na jaką miałam ochotę to otworzyć drzwi i wysiąść. Wtedy zrozumiałam, dlaczego ciężarne nie są mile widziane na pokładzie. O ile w samochodzie można prędkość dostosować do samopoczucia ciężarnej o tyle … noo samolotu już nie zawrócą, lot trwa dłuższą chwilę a w tym czasie sama miałabym problem i nie wiedziałabym jak tej kobiecie pomóc. Zwłaszcza, że to Maleństwo szaleje a mama odczuwa tego skutki.

Jak to śpiewał pewien pan “Życie, życie jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć … ” i tym pozytywnym akcentem zakończmy te rozmyślania 😉

Leave a Comment