Bliskie spotkania z deweloperem

Deweloper. Magiczne słowo, które sprawia, że gęsia skórka pojawia się na naszym ciele. Kojarzy nam się … hmmm z wymarzonym miejscem do zamieszkania. Z mieszkaniem, domkiem. To także kredyt w banku (mało kogo stać na mieszkanie za własne, odłożone pieniążki), ale i brak kompetencji.

Tak, słowo deweloper kojarzy mi się z totalnym brakiem kompetencji i przypadkowością ludzi tam pracujących.

Jakiś czas temu miałam okazję poznać na własnej skórze jak to jest szukać własnego miejsca na ziemi. Szukaliśmy bezpośrednio od sprzedających, od pośredników, ale także przez deweloperów.

Pośrednicy to jest kategoria na inny wpis. Ale po krótce, jeśli chcesz zobaczyć mieszkanie, którego “opiekunem” jest pośrednik, to musisz podpisać umowę, a są one różne. Np. zawierają klauzulę, że decydując się na obejrzenie mieszkania (które sam znalazłeś w necie) pozwalasz temu pośrednikowi na szukanie mieszkania dla Ciebie! Tak tak, potem nieprzyjemna pani Zdzisia szuka Ci wymarzonego miejsca …. trochę to takie noooo.

Z Mr. Greyem mięliśmy różne taktyki szukania mieszkań. Ja wpisywałam w wyszukiwarkę “mieszkania Wrocław”, a Mr. Grey szukał po hasłach” “rynek pierwotny, rynek wtórny”. Okazało się, że to ciekawy pomysł, bo każde z nas wyszukiwało zupełnie inne miejsca.

Po tym jak pooglądaliśmy mieszkania z rynku wtórnego, rozpoczęliśmy się rozglądać na rynku pierwotnym. No bo przecież pooglądać każdy może. Byłam przekonana, że oglądając u dewelopera to będzie takie … takie przeżycie, profesjonalizm i ogólnie będzie WOW.

Rzeczywistość szybko zrewidowała moje oczekiwania. Umówiliśmy się na konkretny dzień i godzinę z panią by obejrzeć 2 mieszkania, obydwa w tym samym bloku. Jedno z nich jednopoziomowe, a drugie dwupoziomowe. Pani pojawiła się, w takim stroju, że myślałam, że to ekipa sprzątająca blok (wiem, że się nie ocenia po wyglądzie ale stare jeansy i rozciągnięty podkoszulek to serio ze sprzątaniem się kojarzy). Pokazała nam jedno mieszkanie, po czym okazało się, że nie ma kluczy od drugiego. Kiedy po pewnym czasie pojawiły się klucze do dwupoziomowego, to okazało się, że schody techniczne na drugi poziom zostały zdemontowane i … taak musieliśmy poczekać na ich zamontowanie. Niby nic, a niesmak pozostał, bo byliśmy z dzieckiem.
Jeśli umawiam się z kimś na konkretny dzień i konkretną godzinę to nie rozumiem w czym jest problem aby osoba prezentująca mieszkania była przygotowana i czekała z kluczami …?

Inny deweloper przygotował willę mieszkalną z 6 mieszkaniami o różnych metrażach. Gdy zadzwoniliśmy pod podany numer, okazało się, że mieszkania pokazuje pan, który mieszka w jednym z nich. Tutaj plusem było to, że mogliśmy wejść do każdego wolnego i pooglądać, a pan był bardzo rozmowny i całkiem rzeczowy.

Na koniec zostawiłam sobie perełeczkę. Niedaleko nas powstało osiedle mieszkalne. Lokalizacja super, ale baner znajdujący się na ogrodzeniu głosi, że ich metraż to 50 – 70 m kwadratowych. Co oznacza, że automatycznie odpadły. Jakie było moje zdziwienie, gdy jakiś czas później w internecie znalazłam pośrednika oferującego mieszkanie właśnie w tamtym miejscu i w interesującym mnie metrażu. Od razu zadzwoniłam …. nie, nie do pani pośrednczki, a do dewelopera. Zostaliśmy zaproszeni na spotkanie. Pan poprosił o wypełnienie ankiety dotyczącej moich preferencji mieszkaniowych. Było pytanie jakich udogodnień szukam. No to zaznaczyłam: winda, ogródek, garaż. Pan zagląda i mówi “ale u nas nie ma windy”, na co ja: “wiem, ale to jest pytanie o to, co ja bym chciała”. Doskonale wiedziałam co oferują, a pytanie dotyczyło moich oczekiwań. To po co pytają?
W trakcie rozmowy z nieco roztargnionym panem pytam, dlaczego na banerze, który okala budowę nie ma informacji, że mają większe mieszkania … pan na to, że nie wie. Pytam, czemu oferują te duże mieszkania przez pośredników – pan na to, że nie oferują i to dziwne. Potem zadaliśmy kilka pytań konkretnie o mieszkanie i okazało się, że to były te pytania z cyklu “trudne” na które pan nie znał odpowiedzi. No bo, np. skąd osoba reprezentująca dewelopera ma wiedzieć, pod którym blokiem znajduje się kocioł do ogrzewania.Potem przeszliśmy do prezentacji mieszkania. Nooo to był kosmos. Pan przed samym wejściem na teren budowy powiedział, że nie pokaże nam mieszkania, które nas interesuje (wtf?!!) on pokaże nam takie dwa na parterze, bardzo podobne i on wszystko nam powie. No więc idę z panem, wchodzimy do budynku, otwiera mieszkanie, wpuszcza mnie i opowiada. “Ta ściana, jest odbiciem lustrzanym ściany w mieszkaniu, które państwa interesuje, tutaj będzie trochę więcej, tu mniej, a tu wejdziemy do mieszkania obok, żeby pani zobaczyła jak to będzie wyglądało w dalszej części …” Pan otworzył drzwi i okazało się, że są świeżo położone płytki w korytarzu i … nie weszliśmy. Więc tak szczerze, to nie zobaczyłam tego co chciałam i w sumie, nie zobaczyłam nawet nic podobnego.

Dość osobliwe przeżycie. Na szczęście są deweloperzy, którzy mają np. domy pokazowe, gdzie wszędzie można wejść, popatrzeć, zapytać. Wiedzą o czym mówią i wyglądają dobrze dając tym samym świadectwo o swojej firmie. Zastanawiam się, skąd bierze się ta bylejakość, ten brak znajomości tematu, ta przypadkowość osób zatrudnionych. Ja nie idę kupić 3 kilogramów ziemniaków, nie kupuję nawet samochodu (gdzie w salonie załoga jest przeszkolona i dobrze wygląda) ja chcę kupić mieszkanie, które jest przedsięwzięciem finansowym. I dlaczego mam je kupić od kogoś, kto wygląda gorzej i wie mniej niż pan Zenek sprzedający ziemniaki?

Najbardziej uderza brak wiedzy i kompetencji. Jest to coś, co w mojej szarej głowie się nie mieści, ale spodziewam się, że jeszcze wiele zaskakujących chwil przede mną 😉

Macie jakieś równie ciekawe doświadczenia z deweloperami?

Czytaj także: Deweloper i opiekun klienta

Leave a Comment