A czy Twoje dziecko już to ma?

Łapię się na tym, że gazety skierowane dla rodziców w jakiś sposób mnie zaczynają denerwować. Otwieram z nadzieją na ciekawy artykuł, jakąś poradę, czyjeś doświadczenie, i owszem znajduję to tam ale … dodatkowa ilość reklam mnie poraża, przytłacza i sprawia, że czuję się źle.
Kocyk ciepły, zimny, super pluszowy, z metkami, robiony na szydełku, zszywany ręcznie. Organizery: do wózka, samochodu, łóżeczka, mieszkania. Suszarka na butelki, smoczki, kubeczki. I każda jedna rzecz patrzy na mnie z pytaniem: czy Twoje dziecko już to ma?!
No i o ile ma to spoko, ale jak nie ma … czy to oznacza, że jestem złą matką? A może powinnam się szybko zalogować do podanego sklepu i zamówić?

 

Też tak macie?

Zaczęłam to ostatnio analizować, bo posiadam szczęśliwę Dziecię, któremu niczego nie brakuje. Jest najedzony, ubrany, ma zabawki, wózek, fotelik, ma mamę, która ma dla niego 100% czasu. Chodzimy na spacery, targamy gazety (bo to ostatnio superowa zabawa), stukamy w puste plastikowe butelki (to kolejny hit) a następnie ja wkładam zabawki do pudełka, a Młody je wysypuje. No i gdzie tu miejsce na jakieś braki, w czym ja się pytam?

Aaaaa już chyba wiem, ostatnio kupiłam mu płaski talerzyk w PEPCO za 5 zł, bo jak zobaczyłam na pewnej stronce za 89 zł to zrobiło mi się szaro przed oczami. W zasadzie to one się niczym nie różniły … no może tylko te 85 zł ….

Też dajecie się na to nabrać? Że jeśli talerzyk/kubeczek/łyżeczka/wpisz co uważasz/ nie będzie za pierdyliard pieniążków to dziecko będzie smutne, nieszczęśliwe, a generalnie to rodziców ma do bani.

A przecież to guzik prawda! Kocham go najbardziej na świecie, kocyk za 190 zł nie sprawi, że moje dziecko to poczuje, tylko ja mogę to zrobić.

Na koniec pozostaje postawić pytanie: a czy Twoje dziecko już to ma?
Ale co?
Ano świadomych, kochających rodziców, którzy znają swoją wartość i wiedzą, że nawet najdroższy reklamowany produkt nie zastąpi miłości, zrozumienia oraz czasu, które dziecko tak nardzo potrzebuje.

Leave a Comment